Strona główna
Pogoda
Zima stulecia w Polsce – kiedy wystąpiła i jakie były skutki?

Zima stulecia w Polsce – kiedy wystąpiła i jakie były skutki?

Mężczyzna odśnieżający ulicę w historycznym polskim mieście podczas zimy stulecia w 1979 roku.

W powszechnej świadomości miano „zimy stulecia” najsilniej łączy się z paraliżem na przełomie 1978 i 1979 roku, choć surowszy termicznie okazał się luty 1929. O sile tego określenia decyduje nie tylko mróz, lecz przede wszystkim gwałtowność załamania pogody i skala zakłóceń w codziennym życiu. Poniższy tekst przybliża najważniejsze epizody wyjątkowo ostrych sezonów zimowych w XX-wiecznej Polsce.

Czym właściwie jest pojęcie zimy stulecia?

Określenie to nie ma jednej, ściśle naukowej definicji. W meteorologii i potocznym odbiorze funkcjonuje jako nazwa dla sezonu, który pod jakimś względem ekstremalnie odbiega od normy. Najczęściej bierze się pod uwagę kilka równoległych kryteriów.

Może chodzić o znaczący spadek średniej temperatury powietrza poniżej wartości wieloletnich. Równie istotne bywa jednak natężenie i suma opadów śniegu, a w konsekwencji grubość pokrywy zalegającej na dużym obszarze. Długotrwałość utrzymywania się anomalii pogodowych to kolejny istotny czynnik, który odróżnia zwykłą ostrą zimę od tej określanej mianem najostrzejszej w danym stuleciu. Niekiedy wystarczy spełnienie tylko jednego z tych warunków – bywa, że mówi się tak o sezonie skrajnie mroźnym, lecz prawie bezśnieżnym, i odwrotnie.

Ostateczna ocena zawsze zawiera w sobie pierwiastek subiektywnego odczucia dokuczliwości. To, jak bardzo aura sparaliżowała transport, gospodarkę i codzienne funkcjonowanie miast, silnie wpływa na zbiorową pamięć. Właśnie dlatego w literaturze przedmiotu wymienia się kilka różnych zim, które pretendują do tego wyjątkowego tytułu w XX wieku.

Dlaczego luty 1929 roku zapisał się najzimniej?

Sezon 1928/1929 to okres, w którym padły absolutne rekordy niskich temperatur w historii polskiej meteorologii. Luty tego roku okazał się miesiącem ekstremalnym – średnia temperatura w Warszawie za całą zimę wyniosła -7,8°C, a odchylenie średniej lutego od normy z lat 1961–1990 sięgnęło 11,4°C poniżej przeciętnej. Tak znaczące wychylenie oznaczało zupełne przestawienie się mechanizmów pogodowych nad znaczną częścią kontynentu.

To właśnie wtedy, 10 lutego 1929 roku, oficjalnie odnotowano -40,6°C w Żywcu, -40,4°C w Olkuszu oraz -40,1°C w Siankach. Pojawiły się też doniesienia o nieoficjalnych wartościach sięgających nawet -48°C w Kąclowej koło Grybowa. Dzień wcześniej, czyli 9 lutego, na ówcześnie niemieckiej stacji w Olecku termometr pokazał -42,0°C – najniższą wartość zanotowaną kiedykolwiek na obecnych ziemiach polskich.

Oprócz siarczystego mrozu zima ta cechowała się ogromną śnieżnością. Stała pokrywa utrzymywała się od początku grudnia do połowy kwietnia. Na nizinach jej grubość wahała się od 20 do 60 cm, a na przedgórzu przekraczała metr. Absolutny rekord odnotowano 9 kwietnia w rejonie Morskiego Oka – 267 cm. Konsekwencje tak surowych warunków były dramatyczne: pękały szyny na kolejach w Małopolsce Wschodniej, w wielu miastach zabrakło wody, ponieważ wodociągi ulegały zniszczeniu, a port gdański został odcięty od żeglugi, gdy zamarzł i uwięził dwa statki na wodach Zatoki Gdańskiej.

Zima podczas wojny i paraliż początku lat 60.

Okres 1939/1940 to najmroźniejszy sezon II wojny światowej. Zaczął się w połowie grudnia, a w styczniu przyszły tęgie mrozy. W Siedlcach 11 stycznia 1940 roku zanotowano -41,0°C, co stanowi najniższą oficjalną temperaturę w historii polskich pomiarów, choć wartość ta bywa podważana. Dla obszaru Polski odchylenie średniej temperatury wyniosło 6,6°C poniżej normy z lat 1961–1990.

Z kolei dwa miesiące – styczeń i luty 1963 roku – przyniosły ciężką zimę, która głęboko zapadła w pamięć mieszkańcom południa kraju. W końcu lutego mróz zaatakował ze zdwojoną siłą: 28 lutego odnotowano -35°C w Nowym Targu i -38°C w Jabłonce. Odchylenie od średniej osiągnęło 5,9°C, a największe wychylenia, przekraczające 6,5°C, wystąpiły na Dolnym Śląsku i w Wielkopolsce. Z powodu braku prądu i opału codziennie na wiele godzin wyłączano energię elektryczną. Władze apelowały do górników o dodatkową pracę w niedziele, a składy opału oblegane były przez tłumy desperacko poszukujące choćby miału węglowego.

Jak gwałtowne załamanie pogody sparaliżowało przełom 1978 i 1979?

Ta właśnie zima na trwałe zapisała się w świadomości zbiorowej jako symbol żywiołowej bezradności. Paradoks polega na tym, że nie była ona ani najdłuższa, ani rekordowo mroźna. O jej wyjątkowości przesądziła dynamika nagłego ochłodzenia pod koniec grudnia 1978 roku, połączona z ekstremalnymi opadami śniegu. Jeszcze 30 grudnia w Grodkowie temperatura sięgnęła +11,0°C, podczas gdy w Lidzbarku Warmińskim tego samego dnia było -21,7°C. W ciągu kilkudziesięciu godzin chłodny front przetoczył się przez cały kraj, a kontrast termiczny sięgnął dramatycznych 32,7°C.

Największa siła uderzenia skupiła się na północy i północnym wschodzie. Na stacji Gdańsk-Rębiechowo 28 grudnia nie notowano jeszcze żadnej pokrywy śnieżnej przy temperaturze maksymalnej -1,4°C. Tymczasem w styczniu grubość śniegu rosła w szybkim tempie: 6 stycznia w Gdańsku osiągnęła 92 cm. W województwie podlaskim w Szczuczynie odnotowano aż 118 cm, a w okolicach Trójmiasta miejscami mogła przekraczać 120 cm. Tymczasem w Przemyślu leżało zaledwie 7 cm, a w Małopolsce warstwa białego puchu była wręcz symboliczna.

Od 1 stycznia 1979 roku wojewoda gdański wprowadził na podległym terenie stan klęski żywiołowej. Do odśnieżania torów, gdzie popękały szyny, skierowano czołgi zrywające gąsienicami zlodowaciałą warstwę. Wiele miast na wiele godzin traciło dostęp do ciepłej wody i ogrzewania, ponieważ zamarzały zwrotnice, a transporty węgla do elektrociepłowni grzęzły w zaspach. Ówczesny minister oświaty podjął decyzję o wstrzymaniu powrotu dzieci z zimowisk. Ten paraliż obnażył wady scentralizowanego systemu i pośrednio przyczynił się do późniejszego przesilenia politycznego.

Jak wyglądała skala kryzysu energetycznego?

W szczytowych momentach zimy doszło do masowego blackoutu. W obwodzie białostockim ze sprawozdań KC PZPR wynika, że na 4000 stacji transformatorowych uszkodzeniu uległo 1700. W Nowym Mieście Lubawskim połowa mieszkańców przez 48 godzin była zupełnie odcięta od jakichkolwiek dostaw energii i ciepła. W całym kraju zaczęło dramatycznie brakować świec i zniczy.

Jednocześnie w nowych blokach z wielkiej płyty, gdzie ściany z prefabrykatów słabo trzymały ciepło, temperatura spadała do 7°C. Ludzie masowo dogrzewali się prowizorycznymi grzejnikami elektrycznymi i kuchenkami spirytusowymi. Ta praktyka prowadziła nocami do tragicznych w skutkach pożarów, ponieważ urządzenia pozostawiano włączone na czas snu.

Co działo się na drogach i kolei?

Międzymiastowy transport praktycznie zamarł. W okolicach Gdańska pociągi przestały kursować w ogóle, a do unieruchomionych składów pasażerowie próbowali przedzierać się na piechotę. Na węźle w Sierpcu w pewnym momencie na połączenie czekało około 3000 osób, a opóźnienia sięgały ponad 24 godzin. Priorytet nadano transportom z węglem i mazutem dla konających elektrociepłowni.

Drogowcy borykali się z awariami sprzętu, ponieważ przy -12°C zamarzał olej w pługach. Autobusy międzymiastowe często jeździły w głębokich wykopach wyrytych w śniegu. Komunikacja miejska funkcjonowała szczątkowo – w Warszawie do odśnieżania zmobilizowano 100 tysięcy ludzi, a do Pucka czy Władysławowa żywność dowożono wyłącznie śmigłowcami.

Jakie odległe skutki przyniosła wiosna?

Gruba warstwa śniegu gromadząca wodę w ilości od 100–150 mm w centrum kraju do 250 mm na północnym wschodzie zaczęła gwałtownie topnieć pod koniec marca. Roztopy zbiegły się z intensywnymi opadami deszczu. W rezultacie gwałtownie wezbrały dopływy Narwi i Bugu. Pod Pułtuskiem przerwany został wał przeciwpowodziowy i woda zalała miasto.

W rolnictwie wcześniejsze wyłączenia prądu zdziesiątkowały pogłowie drobiu – tylko w jednym z komunikatów dla Opola mowa była o padnięciu około 150 tysięcy brojlerów i kurcząt oraz kilkuset świń. W sklepach przez wiele tygodni nie można było dostać podstawowych produktów takich jak mydło, świeży chleb czy ciepła odzież.

Które dane liczbowe najlepiej obrazują ten okres?

Wybrane maksymalne grubości pokrywy śnieżnej, jakie odnotowano na początku 1979 roku, pokazują wyraźną dysproporcję między częścią północną a południową. Zestawienie tych wartości pozwala też porównać skalę zjawiska z późniejszą zimą 1987 roku.

Lokalizacja Maksymalna grubość śniegu (1979) Data pomiaru
Szczuczyn 118 cm 18 lutego
Olecko 96 cm połowa lutego
Suwałki 84 cm 16 lutego
Warszawa 70 cm 31 stycznia
Przemyśl 24 cm maksimum sezonu

Czym wyróżniała się zima 1987 roku?

Głównym powodem zapamiętania tego sezonu był styczeń 1987 roku. W wielu miastach średnia temperatura miesiąca spadła poniżej -10°C, a w Białymstoku osiągnęła -15,1°C. Stacja w tym mieście zarejestrowała 30 stycznia mróz sięgający -34,6°C. Podobne wartości trzydziestostopniowe wystąpiły w Warszawie, Kielcach i Olsztynie.

W przeciwieństwie do zimy sprzed ośmiu lat pokrywa śnieżna była rozłożona inaczej. Rekordowa grubość padła w Bielsku-Białej, gdzie 8 stycznia zmierzono 87 cm. Sezon ten potwierdził, że pomimo ocieplającego się stopniowo klimatu, pojedyncze zimy wciąż mogą przynosić ekstremalne wychylenia termiczne.

Jak zmiany klimatu wpływają na powtórkę tak surowych sezonów?

Analiza wieloletnich serii pomiarowych wskazuje, że zimy w Polsce ulegają stopniowemu ociepleniu. Proces ten nie ma charakteru liniowego, ponieważ w naszym regionie silną rolę odgrywa typ cyrkulacji atmosferycznej, mierzony m.in. indeksem Oscylacji Północnoatlantyckiej. W dekadach, gdy przeważa jego ujemna faza, szansa na chłodniejszy sezon rośnie, co może okresowo maskować wpływ emisji gazów cieplarnianych.

W perspektywie nadchodzących lat większość zaawansowanych modeli klimatycznych przewiduje dalszy wzrost temperatur również zimą. Dane historyczne są tu nieubłagane: jedenastoletnia średnia ruchoma temperatury powietrza w Polsce nieprzerwanie rośnie. Mimo to natura wciąż potrafi zaskakiwać. Ostatnie przypadki majowych pokryw śnieżnych, choćby z 2011 roku, gdy 4 maja w Tarnowie Śląskim leżało 10 cm śniegu, czy z 2017 roku, gdy między 9 a 11 maja odnotowano 2 cm w Suwałkach i Łebie, przypominają, że mechanizmy pogodowe nie ulegają prostej linearności.

12,5°C wyniosło odchylenie średniej temperatury w lutym 1929 roku od normy wieloletniej w okolicach Krakowa i na północno-zachodniej Wyżynie Lubelskiej.

W szerszym kontekście istotne jest też samo postrzeganie „śnieżności” zimy. Przekonanie, że dawniej każde święta były białe, ma swoje źródło raczej w klimacie okresu międzywojennego i w przesunięciu ówczesnych granic na wschód, gdzie zimy rzeczywiście bywały surowsze. Przeprowadzone analizy pokazują, że po 1951 roku zimowa Wigilia – z ujemną temperaturą maksymalną i leżącym śniegiem – zdarzyła się w Warszawie jedynie 13 razy w ciągu 67 lat, a w Świnoujściu zaledwie 7 razy.

FAQ – najczęściej zadawane pytania

Co oznacza określenie „zima stulecia”?

To potoczne i meteorologiczne miano dla sezonu wyjątkowo odbiegającego od normy, ocenianego na podstawie m.in. temperatury, sumy opadów śniegu i długości trwania anomaliów.

Dlaczego luty 1929 roku uznawany jest za wyjątkowo surowy?

Wówczas padły rekordy ekstremalnie niskich temperatur oraz utrzymywała się bardzo gruba i długa pokrywa śnieżna, powodując poważne uszkodzenia infrastruktury i paraliż komunikacji.

Co wyróżniało paraliż zimy 1978/1979 mimo że nie była najzimniejsza?

Kluczowa była nagła i intensywna zmiana pogody pod koniec grudnia 1978 oraz ogromne i nierównomierne opady śniegu, które błyskawicznie sparaliżowały transport i dostawy energii.

Jakie były główne skutki kryzysu energetycznego podczas zimy 1979?

Doszło do masowych awarii sieci elektroenergetycznej, długotrwałych odcięć prądu i ogrzewania, a w mieszkaniach temperatura spadała do poziomów zagrażających bezpieczeństwu.

Które inne zimy XX wieku silnie zapadły w pamięć Polaków?

Wśród wymienianych są sezon 1939/1940 z bardzo niskimi temperaturami wojennymi oraz zima 1962/1963, która przyniosła długotrwałe mrozy i braki opału.

Jak rozkładała się pokrywa śnieżna podczas zimy 1978/1979?

Śnieg zalegał skrajnie nierównomiernie — na północy i północnym wschodzie warstwa przekraczała metr, podczas gdy na południu miejscami była bardzo skąpa.

Czy zmiany klimatu oznaczają koniec ekstremalnych zim w Polsce?

Nie — długoterminowy trend to ocieplenie, ale typ cyrkulacji atmosferycznej może czasowo sprzyjać chłodnym sezonów, więc pojedyncze surowsze zimy nadal są możliwe.

Redakcja stacjameteo.pl

Miłośnicy dalekich podróży i biwakowania. Uwielbiamy spędzać czas pod gołym niebem i w blasku płomieni ogniska, ale nie czujemy urazy do 5-gwiazdkowych hoteli w najbardziej zatłoczonych turystycznie zakątkach świata.

Może Cię również zainteresować

Potrzebujesz więcej informacji?