Najniższą temperaturę powietrza w historii Polski zanotowano 17 lutego 2025 roku w tatrzańskim Litworowym Kotle, gdzie termometry pokazały dokładnie –41,1°C. Przez ponad 85 lat rekord ten należał do Siedlec z wynikiem –41,0°C z 11 stycznia 1940 roku. Poniższy artykuł wyjaśnia, co doprowadziło do tak ekstremalnego wychłodzenia i dlaczego oficjalne dane długo wskazywały na zupełnie inne miejsce.
Gdzie i kiedy padł absolutny rekord zimna?
W ostatnich latach symboliczne miano polskiego bieguna zimna przypisywano często Suwalszczyźnie, a ze względów klimatycznych także stacji meteorologicznej na Hali Izerskiej. Te lokalizacje rzeczywiście regularnie notują jedne z niższych średnich temperatur w sezonie zimowym. Jednakże pod koniec zimy 2025 roku doszło do przełomu. W ramach projektu badawczego realizowanego od 2022 roku na obszarze Tatr Zachodnich, automatyczna stacja meteorologiczna umiejscowiona w Litworowym Kotle zarejestrowała spadek temperatury do –41,1°C.
Pomiar ten został wykonany zgodnie ze wszystkimi rygorystycznymi standardami Światowej Organizacji Meteorologicznej. Użyty sprzęt badawczy to nie zwykły termometr, a precyzyjny czujnik osadzony w osłonie radiacyjnej na wysokości około 2 metrów nad poziomem gruntu. Projekt posiada dwa niezależne urządzenia pomiarowe, co wyklucza błąd odczytu. Dane te są zatem instrumentalnie potwierdzone, choć Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej pozostaje ostrożny w ocenie, ponieważ stacja nie należy do jego sieci metrologicznej.
Jak ukształtowanie terenu wpływa na rekordowe mrozy?
Fenomen Litworowego Kotła tkwi w jego położeniu. Znajduje się on w masywie Czerwonych Wierchów, gdzie ściany otaczających go szczytów osiągają wysokość od 200 do 250 metrów. Taka konfiguracja terenu sprzyja zjawisku grawitacyjnego spływu chłodnego powietrza. Oznacza to, że cięższe, gęste masy wychłodzonej atmosfery zsuwają się po stokach w dół i kumulują na dnie tej wysokogórskiej kotliny. W efekcie, mimo iż w oddalonym o kilka kilometrów Zakopanem temperatura w tym samym czasie rzadko spada poniżej –7°C, na dnie tego mrozowiska dochodzi do ekstremalnych spadków.
Spływ ten jest naturalnym procesem w obszarach górskich, jednak wysoka ściana skalna powoduje, że powietrze zostaje uwięzione bez możliwości dalszego przemieszczania się. Dr Bartosz Czernecki z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, odpowiedzialny za inicjatywę Mrozowiska.pl, podkreśla, że samo miejsce to jednak za mało. Bez spełnienia dodatkowych czynników pogodowych nawet tak sprzyjająca topografia nie wygeneruje wartości rzędu –41°C.
Jakie warunki atmosferyczne umożliwiły ustanowienie rekordu?
Aby dno kotła lodowcowego wychłodziło się do tak ekstremalnych wartości, musi zaistnieć swoisty zbieg okoliczności. Priorytetem jest całkowicie bezchmurne niebo. Chmury działają jak izolator, zatrzymując ciepło wypromieniowywane nocą przez ziemię. Gdy nieba nie zasłania żadna warstwa chmur, energia cieplna bez przeszkód ucieka w przestrzeń kosmiczną, a grunt oddaje ją najszybciej, jak to możliwe. To właśnie w takich warunkach na dnie kotła temperatura spada najszybciej.
Drugim koniecznym czynnikiem okazała się bardzo sucha masa powietrza. Para wodna zawarta w atmosferze również zatrzymuje ciepło, niczym niewidzialna kołdra. Dlatego też wilgotne zimy rzadko przynoszą rekordowo niskie temperatury. Krystalicznie czyste powietrze, pozbawione pary wodnej, nagrzewa się w ciągu dnia słabiej, a nocą błyskawicznie wypromieniowuje całą energię, umożliwiając zejście z temperaturą znacznie poniżej –40 stopni Celsjusza.
Jak wygląda historia pomiarów ekstremalnego mrozu w Polsce?
Przez dziesięciolecia na kartach oficjalnych kronik meteorologicznych jako niekwestionowany lider widniał wynik z Siedlec. 11 stycznia 1940 roku na tej stacji pomiarowej, położonej na wschodzie kraju, odnotowano –41,0°C. W przeciwieństwie do rekordu górskiego z 2025 roku, wartość z Siedlec zarejestrowano na zwykłym terenie nizinnym, co czyni ten epizod wyjątkowo rzadkim w skali całej Europy Środkowej. Był to czas dominacji silnego wyżu kontynentalnego nad znacznym obszarem kontynentu, który umożliwił spływ arktycznego powietrza daleko na południe.
Niewiele mniej mroźną okazała się zima na przełomie lat 1928 i 1929, uznawana za jedną z najsurowszych. Wówczas w wielu miejscowościach południowej Polski termometry spadły do granic możliwości ówczesnych przyrządów. W lutym 1929 roku w Żywcu zmierzono –40,6°C, co było dotychczasowym rekordem uznawanym przez sieć pomiarową IMGW. Niemal identycznie zimno było w Olkuszu, gdzie zapisano –40,4°C, a także w Poroninie z wynikiem –40,4°C. Wiele z tych odczytów miało miejsce 10 i 11 lutego, a statystyki wskazują, że właśnie ten miesiąc był wtedy najchłodniejszy.
Przez ponad 85 lat to właśnie rezultat z Siedlec (–41,0°C) uważano za absolutną granicę polskiego mrozu na terenach położonych poza wysokimi górami. Dopiero wyniki z tatrzańskiego mrozowiska w lutym 2025 roku zmieniły tę historyczną tabelę.
Lista najbardziej ekstremalnych wskazań termometrów
Rekordy temperatur ujemnych nie rozkładają się równomiernie po kraju. Zdecydowanie dominują dane z trzech burzliwych okresów meteorologicznych: końca XIX wieku, przełomu lat 20. i 30. XX stulecia oraz wyjątkowo zimnego stycznia 1940 roku. W powyższym zestawieniu historycznych minimów znalazły się między innymi:
| Siedlce | mazowieckie | –41,0°C | 11 stycznia 1940 |
| Żywiec | śląskie | –40,6°C | 10 lutego 1929 |
| Olkusz | małopolskie | –40,4°C | 11 lutego 1929 |
| Poronin | małopolskie | –40,4°C | 10 lutego 1929 |
| Sianki | podkarpackie | –40,1°C | 11 lutego 1929 |
| Sanok | podkarpackie | –39,3°C | 28 lutego 1963 |
| Maniowy | małopolskie | –39,2°C | 2 stycznia 1888 |
| Puścizna Rękowiańska | małopolskie | –38,9°C | 8 stycznia 2017 |
| Białowieża | podlaskie | –38,7°C | 11 stycznia 1950 |
| Jabłonka | małopolskie | –37,6°C | 27 lutego 1963 |
Wysoko na liście figurują też miejsca takie jak Stara Wieś, gdzie w grudniu 1875 było –38,6°C, czy Szczawnica z –38,5°C w styczniu 1888 roku. Zaskakuje również obecność podlaskiego Białegostoku z odczytem –38,4°C z połowy stycznia 1950 roku.
Czy stacja w Siedlcach rzeczywiście wskazała –41°C?
Mimo formalnej akceptacji, wokół historycznego pomiaru ze wschodniego Mazowsza narosło sporo wątpliwości natury metrologicznej. Badacze analizujący średnie temperatury tamtej zimy zauważają, że wartość –41,0°C nie do końca koreluje z danymi z innych okolicznych punktów pomiarowych. Wskazuje się na rozbieżności między spadkiem tej konkretnej temperatury a ogólnym przebiegiem termicznym rejonu w styczniu 1940 roku. Mimo tych niejasności, liczba ta na trwałe weszła do klimatycznych annałów jako najniższa z terenów nizinnych.
Autorytetem w kwestii zatwierdzania rekordów krajowych jest Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej. Synoptyk IMGW Ewa Łapińska przyznaje, iż nie ma możliwości bezpośredniego komentowania bieżących odczytów z Litworowego Kotła, ponieważ sprzęt badawczy Uniwersytetu w Poznaniu znajduje się poza siecią państwową. To podejście warunkuje, że choć środowisko naukowe nie ma wątpliwości co do instrumentalnej precyzji pomiaru –41,1°C, to jednak dla oficjalnych list IMGW przełom nastąpił poza zasięgiem ich zweryfikowanej bazy czujników.
Ostrożność instytucji jest zrozumiała, ponieważ w historii meteorologii nie brakuje rażących odchyleń wynikających z nieprawidłowej lokalizacji termometru. W przypadku stacji UAM sytuacja jest jednak klarowna, bo pomiary są prowadzone metodą redundantną z dwoma czujnikami. Jeżeli którykolwiek z nich uległby awarii, błąd zostałby natychmiast wychwycony. Mimo to rozdźwięk pomiędzy światem akademickim a służbami państwowymi pozostaje faktem, a tabela skrajnych wartości zależy od przyjętego źródła.
Jakie są potencjalnie najniższe temperatury terenowe?
W dyskusjach o największych mrozach często przywołuje się wartości, które nigdy nie przeszły rygorystycznej weryfikacji. Najsłynniejszy przykład pochodzi z Rabki, gdzie 10 lutego 1929 roku zauważono na okiennym termometrze –46°C. Ówczesny odczyt uznano za niewiarygodny z powodu pospolitego instrumentu, dlatego nie trafił on do archiwów. Brak właściwego sprzętu w tym rejonie wykluczył możliwość potwierdzenia; tym niemniej wielu klimatologów zgadza się, że parametry topoklimatyczne Kotliny Podhalańskiej pozwalają na tak drastyczne spadki.
Podobne mikroklimatyczne dołki tworzą się w kilku innych obszarach. Pomiary na powstałej po 1995 roku stacji Nadleśnictwa Świeradów na Hali Izerskiej pokazują, że nawet w XXI wieku można tam długotrwale rejestrować temperatury poniżej –35°C. Z kolei 8 stycznia 2017 roku na Puściźnie Rękowiańskiej zanotowano –38,9°C. To potwierdza, że tradycyjne stacje zlokalizowane na równinach czy w miastach nie oddają pełnego obrazu możliwości termicznych specyficznych mrozowisk. Istnieje domniemanie, że obok Litworowego Kotła, potencjalnie podobnie zimno mogłoby być w sąsiednim Mułowym Kotle.
Dogodne warunki w Tatrach sprawiają, że dno kotła działa niczym gigantyczny rezerwuar nocnego chłodu. Niewykluczone, że w idealnie suchym sezonie z bezchmurnym niebem zobaczymy tej zimy jeszcze większy spadek temperatury, choć powtórzenie –41,1°C w najbliższych miesiącach, zdaniem badaczy, jest mało prawdopodobne.
Dlaczego przyrząd i procedura mają tak ogromne znaczenie?
Aktualny pomiar z Tatr wykazuje przewagę współczesnej techniki nad dawnymi metodami. Czujniki umieszczone w projekcie badawczym działają według rygorystycznych wytycznych, a dane są weryfikowane cyfrowo. Z historycznej perspektywy łatwo zauważyć, że dawne rekordy, nawet te z Żywca i Siedlec, obarczone są ryzykiem błędu ludzkiego czy niedoskonałością termometrów rtęciowych. W obecnych czasach osłona radiacyjna chroni sensor przed bezpośrednim wpływem odbitego promieniowania i śniegu, co było zmorą starszych klatek meteorologicznych.
Procedura mierzenia na wysokości owych 2 metrów nad terenem jest standardem międzynarodowym właśnie po to, by wyniki z całego świata można było porównywać. Stare opisy z Rabki dotyczyły z kolei odczytów z klatek zainstalowanych znacznie niżej albo termometrów wiszących na oknach, gdzie temperatura przy gruncie zawsze jest niższa. Te z pozoru drobne różnice techniczne decydują o tym, co trafia do tabel IMGW, a co pozostaje jedynie klimatologiczną ciekawostką bez formalnej pieczęci.
Dążenie do zera absolutnego, jak w fizyce bywa przykuwające uwagę, w meteorologii jest niemożliwe, jednak precyzja na poziomie setnych części stopnia nabiera mocy weryfikacyjnej dla rekordu. Właśnie dlatego zarówno Żywiec (–40,6°C), jak i Olkusz (–40,4°C) na długo pozostaną w annałach. Ewentualni przyszli śmiałkowie chcący przeskoczyć –41,1°C staną przed koniecznością dostarczenia pomiaru absolutnie zgodnego z wytycznymi organów takich jak WMO.
FAQ – najczęściej zadawane pytania
Gdzie i kiedy zanotowano najniższą temperaturę powietrza w historii Polski?
Najniższy odczyt to –41,1°C zarejestrowany 17 lutego 2025 roku w Litworowym Kotle w Tatrach.
Czy pomiar –41,1°C był wykonany zgodnie z normami?
Tak — odczyt pochodzi z automatycznej stacji badającej i wykonano go zgodnie ze standardami WMO przy użyciu precyzyjnych czujników na wysokości 2 m.
Dlaczego Litworowy Kocioł jest tak podatny na ekstremalne mrozy?
Dolina otoczona wysokimi ścianami sprzyja spływowi ciężkiego, zimnego powietrza i jego zatrzymaniu na dnie, co prowadzi do bardzo niskich temperatur.
Jakie warunki pogodowe dodatkowo pozwoliły osiągnąć –41,1°C?
Kluczowe były bezchmurne niebo i bardzo suche powietrze, które umożliwiły szybką ucieczkę ciepła z gruntu i atmosfery nocą.
Czy rekord z Siedlec (–41,0°C) nadal się liczy w historii?
Tak — pomiar z 11 stycznia 1940 roku pozostawał przez ponad 85 lat najwyższym zanotowanym wynikiem dla terenów nizinnych Polski.
Dlaczego IMGW podchodzi ostrożnie do pomiaru z Litworowego Kotła?
Instytut nie może bezpośrednio potwierdzić odczytu, ponieważ stacja UAM nie należy do sieci metrologicznej IMGW, mimo że pomiary są redundantne i precyzyjne.
Czy możliwe są jeszcze niższe temperatury w podobnych miejscach?
Tak — w podobnych topoklimatycznych zagłębieniach jak Mułowy Kocioł czy Hala Izerska istnieje potencjał na równie niskie lub niższe odczyty w idealnych warunkach.